Dwa pierwsze lata w liceum były dla mnie i moich znajomych czasem imprez, spotkań, rozwoju swoich zainteresowań i zajmowania się rzeczami, które ze szkołą miały mało wspólnego. Każdy z nas miał jakieś plany i marzenia, te jednak zmieniały się tysiąc razy na minutę. Już pod koniec klasy drugiej byliśmy zobowiązani do wypełnienia deklaracji maturalnej i podjęcia wstępnej decyzji o zdawanych przedmiotach. Wtedy po raz pierwszy pojawiła nam się czerwona lampka. Pytanie - „Co chcę w życiu robić?” – było tym najczęściej zadawanym sobie przez każdego z nas. Wiedziałam, że decyzja, jaką podejmę wpłynie na dalszy ciąg moich przygotowań maturalnych.
W niedługim czasie zdążyłam się zorientować, że był to skok na głęboką wodę. Historia to przedmiot bardzo ciekawy, ale także bardzo obszerny. Ilość materiału była przerażająco duża a czasu pozostało niewiele. Dlatego wspólnie z rodzicami zdecydowałam o dodatkowych lekcjach od września klasy trzeciej. Do tematu powróciliśmy pod koniec wakacji, kiedy pełna energii i determinacji przygotowywałam się do powrotu do szkoły. Stanęłam przed kolejnym wyborem – prywatnymi lekcjami z nauczycielem lub kursem przedmiotowym. Wtedy ktoś z moich znajomych zasugerował mi Kurs Sikory. Będąc jego uczestnikiem już od roku zapewniał o jego skuteczności i coraz lepszych wynikach. Po dokładnym zapoznaniu się z zasadami kursu podjęłam decyzję o uczestnictwie, nie wiedząc jeszcze, że była to jedna z najtrafniejszych decyzji, jakie mogłam podjąć.
Zajęcia historii w szkole były ważne, ale ograniczone zbyt małym wymiarem godzin nie spełniały swojego zadania. Odkąd zaczęłam chodzić na kurs lekcje stały się jego doskonałym uzupełnieniem.
Mój tok nauki przebiegał zgodnie z grafikiem kursu – materiał został rozłożony w czasie w taki sposób, że poruszone zostały wszystkie zagadnienia, bez żadnych pominięć ani zostawiania czegoś „na potem” jak często zdarzało się w szkole. Nie oznacza to, że nie mieliśmy chwili oddechu. Organizatorzy uwzględnili przerwy świąteczne i ferie zimowe, kiedy mogliśmy odpocząć i zebrać siły na dalszą pracę.
Każde trzy godziny w tygodniu, które spędzaliśmy na zajęciach, polegały na rozwiązywaniu zadań maturalnych sprawiających największe problemy. Przy okazji omawiane były najtrudniejsze partie materiału. Dzięki takiej organizacji pracy nie otrzymywałam samej wiedzy a uczyłam się jednocześnie stosować ją w praktyce. Zajęciom na kursie zawdzięczam również umiejętność pisania rozprawek historycznych, które wcześniej były dla mnie czarną magią ;).
Organizatorzy kursu nie pozwalali zapomnieć o sobie nawet w ciągu tygodnia. Na stronie kurssikory.pl przygotowane były testy i matury obejmujące pewien zakres materiału. Pozwalały na szybką powtórkę i zorientowanie się, co jeszcze powinniśmy doczytać. Przygotowania on-line mobilizowały do pracy w domu, kiedy ma się mnóstwo innych, ważniejszych rzeczy do zrobienia.
Bardzo ważnym elementem kursu były dla mnie symulacje egzaminu maturalnego, odbywające się co jakiś czas zamiast zajęć. Dzięki nim właściwy egzamin nie był już taki straszny. Matury na kursie pisane o godzinę krócej nauczyły mnie właściwego gospodarowania czasem. Były też wyznacznikiem osiągnięć a rodzice mieli możliwość śledzenia moich postępów.
To, co bardzo pozytywnie zaskoczyło mnie na kursie to miła atmosfera i wspaniali wykładowcy. Byli bardzo serdeczni i pomocni, zawsze do naszej dyspozycji. Przekazywali wiedzę w sposób przystępny i zrozumiały, potrafili zainteresować przedmiotem i odpowiedzieć na wszelkie pytania z zakresu ich specjalizacji.
Kurs Sikory został przygotowany dla osób ambitnych, ciężka praca natomiast jest jego nieodłącznym składnikiem. Jednak przy odrobinie chęci i mobilizacji można temu zadaniu podołać. Kurs uczy przede wszystkim systematyczności w nauce, której wielu z nas brakuje. Zaangażowanie przynosi pozytywne efekty, co mogę z pełnym przekonaniem potwierdzić. Moim celem było uporządkowanie i uzupełnienie wiedzy. Cel został osiągnięty a wynik maturalny pozwolił mi na dalsze realizowanie moich marzeń.