,,Hej za rok matuuuura…” podśpiewywaliśmy wszyscy w klasie odkąd zaczął się trzeci rok fałszując przy tym niemiłosiernie. Od razu można było wyczuć inną atmosferę w szkole. Największe klasowe ananasy nagle zapałały miłością do wiedzy. Nawet na lekcjach języka polskiego nastąpiło jakieś pospolite ruszenie, wszyscy zaczęli uważać i wykazywać większą aktywność (byłam w klasie o ścisłym profilu). Mieliśmy wielkie ambicje, większość chciała iść na medycynę, każdy chciał iść na studia.
Towarzystwo ambitnych rówieśników od początku dawało mi ,,kopa”. Zapisałam się na kurs, ponieważ tak zrobiły moje koleżanki. Później byłam bardzo szczęśliwa, że po nich ,,spapugowałam”. Systematyczna praca, setki przerobionych matur dawało mi niezastąpione poczucie pewności siebie. Nie było ataków paniki, poczucia kompletnej pustki w głowie. Mogłam ze spokojnym sumieniem powiedzieć sobie, że powtarzałam cały rok i ostatni tydzień przed maturą poświęcić na relaks. Nie, nie to nie znaczy, że na imprezy…niestety. Wspólnie stwierdziliśmy, że to nie najlepszy pomysł nadwyrężyć tak swoje śliczne główki tuż przed egzaminem. Relaks czyli spacery, rozmowy z kumpelami itp. (na pocieszenie mogę dodać, że imprezy zaczęły się tuż po maturze).
Wśród dziewczyn panowała moda na różne diety, które miały wspomagać pracę mózgu, produkty o wysokiej zawartości magnezu czy inne suplementy. Jako studentka nadal je stosuję, gdy tylko zaczyna się sesja. To naprawdę pomaga J.
Warto też mieć jakąś odskocznię od nauki. Świetnie sprawdzają się zajęcia sportowe. W moim przypadku były to tańce, które dały mi wiele pozytywnej energii.
Jak znaleźć czas na to wszystko? Trzeba się nauczyć takich zwrotów, jak: ,,nie, nie mogę iść dziś z wami, uczę się’’ . Nie ważne, że ktoś się śmieje, nazwie was kujonem. Trzeba być twardym i niektórym szczególnie topornym przypadkom powtarzać to w kółko, aż załapią. To może być z początku trudne, ale przyda się Wam w późniejszych latach (szczególnie jeśli zdarzyłoby się wam zamieszkać w akademiku).
Co więcej możecie też wykorzystać fakt , iż nauczyciele przedmiotów, których nie zdajecie na maturze patrzą na was łagodniejszym okiem. To dobry moment, żeby się ukierunkować, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście.
Podsumowując, warto do matury podejść na spokojnie. Wziąć się do roboty trochę wcześniej i pracować systematycznie, tak żebyście nie musieli tuż po egzaminie zaśpiewać: ,,znów za rok matuuura…”, bo chociaż to nie koniec świata to chyba nie chcecie przechodzić przez to jeszcze raz? :)